15 49.0138 8.38624 arrow 0 both 0 4000 1 1 horizontal http://www.mylittleants.pl 300 1
sticky-logo

Rytm dnia My Little Ant

28 listopada 2014

Po serii wpisów biegowych przyszła pora na pochwalenie się, tym jak super jest mieć małe dziecko. I to najbardziej nasze dziecko jakie tylko można sobie wymarzyć. Chciałbym Wam opisać jak wygląda mój dzień z Marceliną. 

Przez ostatni rok i 4 tygodnie wiele w naszym życiu się zmieniło, jak już wiele razy pisałem. Dzisiejszy wpis powstał w zasadzie tylko po to, żebym mógł się pochwalić. Pochwalić moją najwspanialszą na świecie córką. My Little Ant to dzieku, które pasuje do nas. Pasuje jak szyte na miarę. Rytmem dnia jaki ma.

Marcelina0001

Marcelina0002

Marcelina0003
Aktywność dziekowa rozpoczyna się razem z moim budzikiem, a kończy chwilę przed naszym usypianiem. Rano rytuał z wstawaniem, karmieniem kotów i robieniem mleka dla Marceliny. Podczas karmienia przegląd Instagramowo – Twitterowy, potem chwila na wygłupy i dobudzenie Kasi. Nasze śniadanie to najczęściej czas zabawy Marcika na podłodze, a największa frajda to wychlapywanie wody z psiej miski.

Niestety następnie nadchodzi ośmiogodzinna przerwa na moją pracę. Po powrocie do domu zaczyna się najlepsze, radość dziecka, że widzi rodziców w komplecie. Nasza mrówa ma coraz lepsze pomysły na zabawę, a jej kreatywność mnie powala. Czasami jej i nam zadaje się, że ona nie jest dzieckiem tylko kotem lub psem, a to dlatego, że najlepsze zabawki to nie te domyślnie przeznaczone dla dzieci tylko te, które zabawkami raczej nie są. Na przykład pestki z dyni, które nadają się do siania na dywanie. Obecnie na tapecie są elementy do strzykawki do dekoracji ciast. Wiadomo. Tylko czekam jak będzie się biła z Kminkiem o tekturowe pudełka.  No i bieganie na czworaka po całym mieszkaniu, robienie porządków w szufladach i miauczenie razem z kotami. Z zabawek typowo dziecięcych najfajniejsze są sylikonowe klocki, które pasują idealnie do zakładania na stopy.

W końcu ze zmęczenia kładzie się na podłodze przytulona do swojego bambuskowego kocyka i daje znać, że to koniec aktywności na ten dzień. Jeszcze jedzenie i bujanie na coraz mniej pasującym BabyBjornie. Daje nam godzinę może nawet dwie na wyciszenie się przed snem. Kolejny rytuał to przenoszenie Marceliny z jej bujaczka do łóżeczka. Czynność najprzyjemniejsza każdego wieczora. Mała przytula się do mnie tak mocno, że mógłbym tak stać całą noc. Przez sen zaczyna jeszcze ekspansje na moją stronę dużego łóżka, co tylko przyprawia nas o śmiech i dobry humor.

Marcelina to najbardziej dopasowane dziecko jakie można sobie wyobrazić.  Teraz nadchodzi weekend, podczas którego będę chciał nadrobić całe 40 godzin spędzone w pracy. W dalszym ciągu uważam, że jako tata daję radę.

Nie przegap jeszcze: Project52 – Tydzień 6