Plac zabaw to straszne miejsce

Plac zabaw to straszne miejsce

Plac zabaw to straszne miejsce, ale nie dla dzieci, a dla rodziców. Takich bardziej wymagających. Jeśli nie wierzyliście w mity o rodzicach na placach zabaw to niestety to nie są mity!

Nie dlatego, że są huśtawki

Plac zabaw przede wszystkim kojarzy mi się z huśtawkami, które rozbujały się do tak zwanej dechy. Dla mnie to było coś tak strasznego, że nigdy nie zbliżałem się do tych huśtawek. Do katastrofy brakowało tylko stwierdzenia „Potrzymaj piwo”, które zawsze jakąś katastrofę zwiastuje. Całe szczęście, kiedy był mój czas zabaw na placach to piwo było poza moimi zainteresowaniami. Huśtawki i ich bujanie to był sport ekstremalny porównywalny ze skokami latających wiewiórek.

Plac zabaw to straszne miejsce

Teraz place zabaw mnie przerażaj , bo widzę jak inni rodzice (oczywiście generalizuję, widziałem też i takich normalnych) traktują swoje dzieci jak zło konieczne, a wyjście na plac zabaw to strata czasu i gówniarz powinien dziękować do końca życia, że te 15 minut z nim musiał ojciec/matka siedzieć i nie mógł oglądać jakiegoś dennego serialu z powtórki. Rodzice nie mają frajdy ze spędzania czasu ze swoimi dziećmi, a mnie to strasznie dziwi. My Little Ant sprawia, że żałuje każdej minuty, którą spędzam bez niej.

Nie dlatego, że jest niebezpieczny

Nowoczesne place zabaw są jak najbardziej bezpieczne dla dzieci. Bez porównania do tych metalowo-betonowych z mojego dzieciństwa, a te obecne są niebezpieczne dla rodziców. Mogą usłyszeć od innych rodziców zbyt dużo mądrości życiowych o których krążą już legendy.

Nie pchaj się

Ostatnio byłem świadkiem zabawy na zjeżdżalni dwójki dzieci, którym asystowali z ławki rodzice. Dzieci pełne energii wbiegały na ślizgawkę i z niej zjeżdżały na okrągło. Rodzice jednak komentowali ich zabawy w agresywnym tonie, żeby się nie pchały, bo spadną. No wiadomo. Dziecko jak na coś wchodzi to jego obowiązkiem jest, żeby spaść. Nigdy w życiu nie utrzyma równowagi. Nie jest zdolne do zrealizowania swojego celu. Oprócz tego trzeba krzykiem na to zwracać uwagę, a bez obligatoryjnej „kurwy” się nie da tego dziecku przekazać.

Bo cie kopnie

Kolejne hasło jakie padło, to żeby szybciej zjeżdżać, bo twój kolega cie kopnie. No… ja pierdole! (sorry nic innego mi tu nie pasowało) Jak to kopnie?! Dlaczego ma go kopnąć? Przecież można powiedzieć, że ktoś inny też chce zjechać albo cokolwiek innego! Czy w taki właśnie sposób uczy się najmłodsze pokolenie agresji? Chyba tak, bo skąd ma czerpać wzorce i pomysły.

Bo spadniesz na posadzkę

Nie wbiegaj co dwa schodki, bo spadniesz na posadzkę… Na placu zabaw?! Chyba na trawę, a nie posadzkę. A na WF będzie dzieciak miał zwolnienie, bo się spoci i go przewieje. W piłkę nie będzie grał, bo mu się getry pobrudzą.

Ja się boję placów zabaw… teraz tylko z innych powodów niż dawniej.

  • noż świetnie napisane! plus za celne uwagi :)!
    Niektórzy rodzice mają ten czas wspólny za jakieś zło konieczne 🙁
    „U nas” na emigracji polonijnie słychać: Jak ty mni wkur…sz – Mama do córki, która świetnie się socjalizuje i ładnie bawi na placu zabaw! 🙁
    do tego dochodzi angielskie fackowanie, twatowanie, cuntowanie :(((( moje dziecko dwu-letnia córa Atomówa wskutek takiej wtórnej edukacji słuchowej właśnie zwerbalizowane „fuck” do domu „przyniosła” 🙁 zatem zmieniłyśmy godziny zabaw, by te kulturalne tłumy omijać…no i ba teraz bezstresowo i ja mama mogę sobie na zjeżdżalni z córą także poszaleć :))))