Bycie tatą

Ostatnio naszła mnie myśl, że bycie tatą a bycie ojcem to dwa zupełnie różne pojęcia. Bycie tatą to przywilej, na który trzeba zapracować, na który trzeba zasłużyć. Bycie ojcem to przypadek lub samo zdarzenie poczęcia na którym rola ojca się kończy.

Bycie Ojcem

Ojciec, kojarzy mi się z surowym wymagającym człowiekiem, który bliskość uznaje jako słabość. A przecież, ktoś, kto posiada dzieci nie może być miękki. No właśnie. Sprawa posiadania dzieci. To jest absurd, który od zawsze doprowadza mnie do złości. Jak można posiadać dzieci? Takie sformułowanie pasuje do koncepcji rodziny sprzed lat, gdzie wszystko jest podporządkowane „głowie rodziny” w postaci ojca. Dzieci jedzą dopiero jak ojciec zje. Strach się przyznać, że popełniło się jakiś błąd, bo może to skutkować laniem. Ojciec budzi respekt, który raczej nie leży obok szacunku, a bardziej obok lęku. No i przede wszystkim ojciec nigdy nie popełnia błędów, a o przyznaniu się do nich nawet nie wspominam.

Tak daleko mi od tej koncepcji.

Bycie Tatą

Ja chcę być tatą. Na to miano muszę zasłużyć. Będąc tatą jest się oparciem dla dziecka, wspiera się dziecko w jego działaniach, służy pomocą. Oprócz tego trzeba być ciepłym, spokojnym i cierpliwym. Nie można budować muru pomiędzy sobą a dzieckiem. Nie jest to proste zadanie, zwłaszcza jak toczy się godzinną bitwę o ubranie czy próbę zmiany pieluchy. To właśnie wtedy pracuje się nad cierpliwością i jeśli zachowamy spokój i dalszą pogodę ducha i dystans zasłużymy na miano taty.

Tata to osoba niby mniej istotna dla dziecka niż mama, ale też bardzo ważna. Wydaje mi się, że osiągnąłem stan w którym mogę powiedzieć, że jestem tatą. Nie doprowadza mnie do rozpaczy czy nerwów wstawanie o 4 w nocy dlatego, że dziecku się coś przyśniło i obudziło się z krzykiem. 40 minut noszenia na rękach to nie jest nadludzki wysiłek. Małe dziecko to też człowiek i może mieć słabszy dzień, taki bardziej marudny. Może poszaleć i zbuntować przeciw proponowanemu ubraniu. Może chcieć samo wybrać skarpetki, bodziaka czy spodnie jakie chce założyć. Ja jestem od tego, żeby zachować spokój, luz.

Bycie tatą to wszystkie te durnowate zabawy w ganianego, chowanego, skakanie i inne wścieklizny, które często kończą się płaczem i taty i dziecka, a i tak dają wielką radość. Bycie tatą to wyprawa na najwyższą, najbardziej stromą górkę z sankami (to też często się kończy płaczem), żeby się mocno rozpędzić i przewrócić się w śnieg. Bycie tatą to nauka prowadzenia samochodu trzymając dziecko na kolanach. Bycie tatą to chodzenie za rękę na spacerze. Bycie tatą to dawanie poczucia bezpieczeństwa dla dziecka, kiedy ono musi się schować przed Światem na rękach. Bycie tatą to tęsknota za dzieckiem, kiedy nie widzi się go dłużej niż 5 minut.  Bycie tatą to ciągły stan gotowości, żeby pomagać, chronić.

Pisząc ten wpis przypomniałem sobie reklamę z tegorocznego Super Bowl. Doskonale oddaje to co, chcę napisać.

To wszystko powoduje, że bycie tatą jest najlepszym stanem jaki człowiek może osiągnąć. Po co mi władza, nirwana, stan posiadania jak mogę być tatą.

Przede mną nowa próba i dalsza praca nad byciem tatą. Wkrótce pojawi się na Świecie młodsza Mała Mrówa. Teraz zadanie będzie inne. Będzie syn. Praca nad byciem tatą wejdzie na inny poziom. Nie wiem czy trudniejszy i czy będzie się różnić bardzo czy tylko trochę, ale wiem, że zapanowanie nad dwoma żywiołami będzie zadaniem niezwykle wymagającym. Moje zadanie to stanąć na wysokości zadania.